Wypracowania, konspekty, streszczenia i pomoc szkolna. Edukacyjna – szkolna baza wiedzy

Największa baza wypracowań, konspektów, streszczeń i pomocy szkolnych w Polsce. Ponad 100 tysięcy materiałów dla szkoły podstawowej, średniej oraz z zakresu studiów.

„Akademia pana Kleksa”

Szczegółowe streszczenie Akademii pana Kleksa Jana Brzechwy. Szacunkowy czas czytania: 26 minut.

 

 

1. Ta oraz inne bajki – streszczenie

Adaś Niezgódka miał dwanaście lat i od sześciu miesięcy był uczniem Akademii pana Kleksa. Kiedy mieszkał w domu nic mu się nie udawało. Każdego dnia spóźniał się do szkoły, nie odrabiał lekcji i był niezdarny. Wszystko upuszczał na podłogę, tłukł naczynia i niechętnie jadł krupnik i marchewkę na obiad, które codziennie dostawał na obiad. Pewnego dnia, gdy oblał atramentem parę spodni, obrus i nowy kostium mamy, rodzice postanowili oddać go na wychowanie do Pana Kleksa. Akademia mieściła się w dużym, trzypiętrowym budynku na końcu ulicy Czekoladowej.

Na najwyższym piętrze, na które uczniowie nie mieli prawa wchodzić, pan Kleks przechowywał swoje sekrety, do których dostawał się przez komin. Na parterze mieściły się sale szkolne, na pierwszym piętrze – sypialnie i jadalnia, a w jednym z pokojów na drugim piętrze mieszkał pan Kleks z Mateuszem, a wszystkie pozostałe pomieszczenia były pozamykane na klucz.

Akademia pana Kleksa była miejscem szczególnym. Mogli uczyć się w niej wyłącznie chłopcy, których imię zaczynało się na literę A. Ogółem w szkole było dwudziestu czterech uczniów. Pan Kleks miał na imię Ambroży, a Mateusz był szpakiem, który potrafił doskonale mówić, choć wypowiadał tylko końcówki wyrazów. Mateusz odrabiał z chłopcami lekcje i często zastępował pana Kleksa w szkole, kiedy mężczyzna szedł łapać motyle na drugie śniadanie. Wokół budynku szkoły rozciągał się ogromny park, pełen rozmaitych dołów, wąwozów i jarów. Akademię otaczał wysoki mur, pośrodku którego była szklana brama.

W murze tym, od strony parku, mieściły się żelazne furtki, zamknięte na małe srebrne kłódki. Furtki prowadziły do różnych bajek i na każdej była tabliczka, informująca, do której bajki wiedzie. Nikt dokładnie nie wiedział, ile jest tych bramek, a wszystkie kluczyki przechowywał w srebrnej szkatule pan Kleks.

Chłopcy często odwiedzali krainy bajek, udając się tam po zakupy na prośbę wychowawcy. W tabakierce pan Kleks miał mnóstwo zapasowych piegów, które co czwartek przynosił mu z miasta golarz Filip. W niedzielę i święta punktualnie o jedenastej pan Kleks wyjmował kilka piegów z tabakierki i przytwierdzał je sobie do nosa. Uważał, że piegi doskonale wpływają na rozum i chronią przed katarem.

Pewnego dnia pan Kleks wezwał do siebie Adasia i poprosił go, aby udał się do bajki Andersena o dziewczynce z zapałkami po pudełko zapałek. Chłopiec pobiegł do parku i od razu trafił do właściwej furtki. Po drugiej stronie ujrzał ulicę nieznanego miasta, po której przechadzali się ludzie. Zaskoczony stwierdził, że pada śnieg, choć w jego świecie było w tym czasie lato. Po chwili zbliżył się do niego starszy mężczyzna, pogłaskał go po głowie i przedstawił się jako pan Andersen.

Adaś wyjaśnił, że przyszedł na polecenie pana Kleksa po zapałki. Wówczas pan Andersen klasnął w dłonie i zza rogu wyszła mała dziewczynka z zapałkami. Staruszek wziął od niej jedno pudełko i podał je chłopcu, prosząc, aby przestał płakać, ponieważ to tylko bajka, w której wszystko jest zmyślone i nieprawdziwe. Dziewczynka uśmiechnęła się i odeszła, a Adaś wrócił do Akademii. Kiedy opowiedział kolegom o swojej przygodzie, wszyscy zazdrościli mu, że poznał słynnego bajkopisarza. Później jeszcze wiele razy chodził do różnych bajek na prośbę pana Kleksa, przynosząc z nich różne przedmioty.

Innego dnia w Akademii zjawił się jakiś obcy mężczyzna i kazał zaprowadzić się do pana Kleksa. Wszyscy uczniowie byli ciekawi, w jakiej sprawie przyszedł nieznajomy. Po długiej rozmowie pan Kleks wskazał na Adasia i Andrzeja, wyjaśniając, że jego rozmówca przyszedł z bajki o śpiącej królewnie i siedmiu braciach. Okazało się, że dwaj z braci wyszli poprzedniego wieczoru do lasu i nie wrócili. W tej sytuacji bajka nie mogła się zakończyć i chłopcy mieli w tym pomóc. Adaś i Andrzej poszli razem z tajemniczym mężczyzną, od którego dowiedzieli się, że jest jednym z braci i będą musieli założyć aksamitny strój, podobny do tego, który miał na sobie. Po przebudzeniu śpiąca królewna zaprosiła chłopców na podwieczorek. Zostali ugoszczeni ciastkami i kremem, a do picia dostali czekoladę.

Po posiłku królewna odwiozła ich powozem pod sam mur Akademii, a potem poprosiła, aby przekazali jej pozdrowienia panu Kleksowi. Po chwili dodała, że chciałaby kiedyś odwiedzić bajki pana Kleksa. W ten sposób Adaś dowiedział się, że pan Kleks na swoje własne bajki. Postanowił zaprzyjaźnić się z Mateuszem, aby dowiedzieć się więcej o tajemnicach pana Kleksa. Szpak niechętnie rozmawiał z chłopcami i zdarzało się, że milczał przez całe dnie. Najlepszym lekarstwem na jego upór były piegi. Były to specjalne piegi, które zdobiły twarz pana Kleksa i z powodu jego roztargnienia każdego dnia znajdowały się w innym miejscu.

Mężczyzna bowiem zdejmował je na noc i chował do złotej tabakierki, a rankiem przyklejał je na nowo, zapominając, gdzie były poprzedniego dnia. Każdy uczeń, który szczególnie wyróżnił się podczas lekcji, w nagrodę dostawał jednego piega, którego nosił z dumą. Do tej pory Adaś nie otrzymał żadnego piega i zazdrościł swym kolegom.

Mateusz uważał piegi za doskonały przysmak i przepadał za nimi. Kiedy przestawał się odzywać, pan Kleks zdejmował ze swojej twarzy najbardziej zużytego piega i dawał ją do zjedzenia Mateuszowi. Ptak natychmiast zaczynał mówić i chętnie odpowiadał na wszystkie pytania. W połowie czerwca pan Kleks zasnął w parku i został pogryziony przez komary. Drapiąc się po nosie, zdrapał wszystkie piegi. Adaś pozbierał je i zaniósł Mateuszowi, zyskując dzięki temu jego przyjaźń. Pewnego dnia szpak opowiedział mu historię swego życia.

2. Niezwykła opowieść Mateusza

Mateusz nie był ptakiem, tylko księciem. Urodził się na królewskim dworze jako jedyny syn i następca tronu potężnego króla. Wychowywał się w pięknym pałacu, a każdy jego kaprys był natychmiast spełniany. Każda jego łza była liczona, a każdy uśmiech zapisywany w księdze uśmiechów książęcych. Jego ojciec był władcą, rządzącym licznymi krajami i narodami. Mateusz miał cztery siostry, które poślubiły czterech królów.

Wszyscy królowie świata zabiegali o przyjaźń jego ojca. Od najmłodszych lat Mateusz uwielbiał polowania i był miłośnikiem jazdy konnej. Kiedy skończył siedem lat, ojciec powierzył jego wychowanie dwunastu najznakomitszym uczonym, nakazując, aby przekazali chłopcu całą swoją wiedzę. Mateusz uczył się dobrze, lecz nie potrafił myśleć o niczym innym poza siodłem i strzelbą.

Król, w obawie o jego zdrowie, zabronił mu jeździć konno. Książę długo opłakiwał zakaz, a cztery damy dworu zbierały jego łzy do kryształowego flakonu. Gdy naczynie wypełniło się po brzegi, w kraju została ogłoszona żałoba narodowa. Rozgoryczony Mateusz nie chciał jeść ani uczyć się i całymi dniami siedział na swym tronie, nie odzywając się do nikogo. Królowa i mędrcy starali się przekonać władcę, aby cofnął zakaz, lecz ten był nieugięty w swym postanowieniu.

Pewnej nocy Mateusz usłyszał pod oknem swej komnaty rżenie konia. Na ścieżce dostrzegł osiodłanego wierzchowca, Ali-Babę. Ubrał się szybko, chwycił strzelbę i wyskoczył przez okno wprost na grzbiet rumaka. Upojony jazdą, coraz bardziej oddalał się od pałacu, całkowicie zapominając o zakazie ojca. W lesie wierzchowiec zwolnił bieg i stał się dziwnie niespokojny. Wreszcie zatrzymał się przed olbrzymim wilkiem. Mateusz uniósł strzelbę, lecz wilk zaśmiał się ludzkim śmiechem i zbliżył się do konia. Wówczas chłopiec wycelował w jego pysk i strzelił.

Zwierzę upadło tuż obok kopyt Ali-Baby. Książę zeskoczył z konia i stanął nad wilkiem, który resztą sił zdołał wbić kieł w jego prawe udo. W tej samej chwili rozległo się ponure wycie wilków. Przerażony Mateusz dosiadł konia i wrócił do pałacu. Przedostał się do swojego pokoju i natychmiast zasnął.

Po przebudzeniu ujrzał sześciu lekarzy i dwunastu uczonych, pochylających się nad jego łóżkiem. Z niepokojem spoglądali na niewielką ranę na udzie chłopca, z której sączyła się krew. Lekarze nie zdołali jednak ustalić przyczyny krwotoku, który nasilał się z każdą godziną. Do pałacu sprowadzono znakomitych chirurgów, lecz i oni okazali się bezradni.

W całym kraju modlono się o zdrowie księcia, a król wezwał najlepszych lekarzy z sąsiednich państw. Cudzoziemscy medycy przechodzili obok łoża następcy tronu, podawali mu różne leki, nacierali go rozmaitymi maściami, ale żaden z nich nie zdołał go wyleczyć. Z każdą minutą Mateusz czuł się coraz gorzej. W momencie, kiedy wszyscy stracili nadzieję, do pałacu przybył chiński uczony, doktor Paj-Chi-Wo.

Zrozpaczony król poprosił go, aby uratował jego jedynego syna, obiecując, że w zamian otrzyma ogromne bogactwa. Medyk nie chciał jednak klejnotów i zbliżył się do chorego. Obejrzał ranę i przyłożył do niej usta. W ciągu paru sekund Mateusz poczuł się lepiej. Po pewnym czasie rana zniknęła, a doktor Paj-Chi-Wo ukłonił się, zapewniając, że książę jest zdrowy. Rodzice chłopca popłakali się ze wzruszenia, dziękując lekarzowi. Medyk poprosił, aby pozostawili go samego z chłopcem. Kiedy wszyscy opuścili sypialnię, usiadł obok łoża i powiedział, iż wie, w jaki sposób książę został ranny. Wyjaśnił, że w nocy Mateusz zastrzelił króla wilków i grozi mu ogromne niebezpieczeństwo, ponieważ wilki będą chciały pomścić śmierć swego władcy. Podarował mu cudowną czapkę bogdychanów, prosząc, aby nigdy nie rozstawał się z nią.

W chwili zagrożenia miał ją założyć i wówczas będzie mógł zamienić się w każdą istotę, o jakiej pomyśli. Potem wystarczyło pociągnąć za guzik, dzięki czemu mógł odzyskać swój ludzki kształt. Mateusz podziękował doktorowi za prezent, a mężczyzna wyszedł z pokoju i bez pożegnania zniknął z pałacu. Książę wziął się za naukę, tracąc zupełnie zamiłowanie do polowań. Myśl, że zabił króla wilków niepokoiła go przez cały czas. Mijały kolejne lata, a on wciąż nie potrafił o tym zapomnieć. Nigdy też nie rozstawał się z magiczną czapeczką.

Tymczasem w kraju miały miejsce dziwne zdarzenia. Olbrzymie stada wilków napadały na wsie i miasta, porywając ludzi i kradnąc żywność. Od południa kraju ku północy zmierzały setki tysięcy wilków, pustosząc mijane osady. Stopniowo zaczął szerzyć się głód, a lud oskarżał ministrów i władcę o nieudolność. Nikt nie potrafił zaradzić nieszczęściu.

Pewnego dnia wataha bestii dotarła do stolicy i wilki wtargnęły do pałacu. Mateusz miał wówczas czternaście lat, był silny i odważny. Chwycił strzelbę i stanął u wejścia do sali tronowej, mierząc do nacierających zwierząt. Nagle jeden z halabardników chwycił go za rękę i ryknął, aby dał im wolną drogę. Przerażony książę zemdlał, a kiedy odzyskał przytomność jego rodzice nie żyli. W pałacu grasowały wilki. Mateusz usiłował wezwać pomoc, lecz z jego ust wydobywało się jedynie końcówki wyrazów.

Wówczas przypomniał sobie o czapeczce doktora Paj-Chi-Wo. Wyciągnął ją z kieszeni i stwierdził, że nie ma guzika. Zrozumiał, że nigdy nie stanie się człowiekiem. W tej samej chwili ujrzał rozwartą paszczę wilka. Bez namysłu nałożył czapkę na głowę i powiedział, że chce zostać ptakiem. Natychmiast zmienił się w szpaka i wydostał się ze zniszczonego pałacu. Przez wiele dni wznosił się nad swoją ojczyznę, słysząc krzyki umierających ludzi.

Królestwo jego ojca upadło, a on opłakiwał śmierć rodziców i klęskę kraju, który niegdyś był potęgą. Potem zaczął szukać guzika od czapki bogdychanów. Przemierzył wiele krajów i miast, odwiedził swe siostry, lecz one nie rozumiały jego mowy. Najstarsza zamknęła go w klatce i podarowała infantce na imieniny. Po kilku tygodniach znudził się królewnie, która oddała go służącej, a ta sprzedała go wędrownemu handlarzowi. Wreszcie na targu ptaków w Salamance kupił go Ambroży Kleks.

3. Osobliwości pana Kleksa

Historia Mateusza wzruszyła Adasia. Chłopiec postanowił zrobić wszystko, aby odszukać zagubiony guzik i pomóc księciu odzyskać ludzką postać. Od tej chwili zbierał wszystkie guziki, a przebywając poza Akademią niepostrzeżenie odcinał guziki od palt i żakietów napotykanych ludzi. Po jakimś czasie zgromadził siedemdziesiąt osiem tuzinów guzików, lecz żaden nie pasował do cudownej czapeczki doktora Paj-Chi-Wo. Dziwiło go jednak, że pan Kleks nie zainteresował się sprawą Mateusza.

Adaś głęboko wierzył, że mężczyzna potrafi wszystko i z łatwością odnalazłby zgubę. Pewnego dnia podczas lekcji rozmyślał o sprawie Mateusza. Pan Kleks, który zauważył jego myśli, pogroził mu palcem i wyjaśnił, że nie jest czarownikiem, lecz po prostu lubi wynalazki i trochę zna się na bajkach. Potem dodał, że nigdy nie wtrąca się do cudzych spraw.

Wszyscy uczniowie kochali i szanowali pana Kleksa, ponieważ nigdy się na nich nie gniewał i był bardzo dobrym człowiekiem. Pewnego razu pan Kleks spotkał Adasia w parku i z uśmiechem powiedział, że chłopiec uważa, że ma on ze sto lat, a w rzeczywistości jest o dwadzieścia lat młodszy od niego. Słowa mężczyzny zaintrygowały malca. Dopiero Mateusz wyjaśnił mu, że na drugim piętrze stoją na parapecie dwa łóżeczka, nie większe od pudełka cygar i to właśnie w nich sypiają on i pan Kleks. Okazało się, że o północy pan Kleks zaczynał zmniejszać się, tracił włosy i brodę i kładł się do maleńkiego łóżka. Po przebudzeniu wkładał sobie do ucha pompkę powiększającą i po chwili był normalnej wielkości. Następnie łykał kilka pigułek na porost włosów, dzięki którym odzyskiwał swoją zwykłą postać.

Powiększająca pompka pana Kleksa była magiczna. Kiedy mężczyzna przykładał ją do jakiegoś przedmiotu, ten natychmiast zaczynał powiększać się. Dzięki pompce na obiad dla wszystkich uczniów wystarczał kawałek mięsa wielkości dłoni, który po upieczeniu rozrastał się do rozmiarów dużej pieczeni. Na pierwsze śniadanie pan Kleks zjadał kilka szklanych kulek, które popijał zielonym płynem. Płyn ten przywracał mu pamięć, ponieważ podczas snu pan Kleks zapominał o wszystkim, co się wydarzyło. Pewnego dnia, gdy zabrakło zielonego płynu, mężczyzna biegał po Akademii nie poznając swoich uczniów i Mateusz musiał przelecieć nad murem, aby pożyczyć napój od trzech wesołych krasnoludków.

 

 

Po posiłku pan Kleks ubierał się i przytwierdzał do twarzy piegi. Następnie zjawiał się w klasie, zasiadając w swoim fotelu bądź w powietrzu. Kieszenie jego kamizelki zdawały się nie mieć dna i mieściły się w nich różne osobliwości pana Kleksa. Mógł do nich schować wszystko, co tylko chciał, a kiedy przed snem wyciągał z nich wszystkie przedmioty, z trudem mieściły się w jednym pokoju.

W jednej z piwnic pan Kleks przechowywał różnokolorowe baloniki z przytwierdzonymi do nich małymi koszyczkami. Adaś dopiero po jakimś czasie dowiedział się do czego służą. Pewnego dnia w Akademii zjawił się golarz Filip z informacją, że przy skrzyżowaniu ulic Rezedowej i Śmiesznej zepsuł się tramwaj i nikt nie potrafi go naprawić. Pan Kleks kazał przynieść jeden balonik, do koszyczka włożył swoje prawe oko i po chwili wypuścił balon, kierując go w stronę miasta. Po paru minutach balonik wrócił, a pan Kleks włożył oko na swoje miejsce i w ten sposób dowiedział się, jak naprawić pojazd.

Wraz ze swymi uczniami wymaszerował na ulicę, gdzie zdjął z nosa okulary i przyłożył do nich pompkę powiększającą. Po chwili binokle zmieniły się w rower, a pan Kleks wsiadł na niego i jechał przodem, wskazując chłopcom drogę. Niebawem dotarli na ulicę Śmieszną. Pan Kleks kazał chłopcom stanąć wokół tramwaju, a sam zaczął naprawiać pojazd. Po dziesięciu minutach zabiegi odniosły skutek i tramwaj odjechał.

Kilka dni później pan Kleks wysłał swoje oko na kolejne oględziny. Chłopcy leżeli wówczas nad stawem, zapisując rechot żab w zeszytach. Pan Kleks pochylił się nad wodą i z kamizelki wypadła mu pompka powiększająca. Adaś wraz z kilkoma kolegami wskoczył do stawu, lecz nie zdołali odnaleźć pompki. Wtedy pan Kleks wyjął prawe oko i wrzucił je do wody. Po chwili wypłynęło na powierzchnię, a mężczyzna wskazał Adasiowi, gdzie leży pompka. Jakiś czas po tym wydarzeniu pan Kleks wysłał swoje prawe oko na księżyc, aby dowiedzieć się kto tam mieszka i napisać bajkę o księżycowych ludziach.

Każdego ranka pan Kleks zjeżdżał po poręczy na pierwsze piętro. Potrafił również wjeżdżać po niej na górę. W tym celu nabierał powietrze do ust, wydymał policzki i stawał się lekki jak piórko. Unosił się swobodnie w powietrzu, a właściwość tę wykorzystywał również do łapania motyli, które zjadał na drugie śniadanie. Pan Kleks bowiem jadł wyłącznie to, co kolorowe. Wszyscy uczniowie starali się naśladować swego wychowawcę, lecz żadnemu nie udało się wlecieć w górę. Przez długi czas wysiłki Adasia były bezskuteczne, aż pewnej niedzieli, po tym jak wciągnął powietrze do ust, poczuł dziwną lekkości i uniósł się w górę. Wznosił się coraz wyżej i przeżył przygodę, która zadziwiła nawet pana Kleksa.

4. Nauka w Akademii

Codziennie o godzinie piątej Mateusz otwierał specjalne śluzy, które mieściły się nad łóżkami chłopców i zaczynała sączyć się z nich zimna woda. Chłopcy natychmiast zrywali się i pospiesznie ubierali się, ciekawi, co tym razem przygotował dla nich pan Kleks. O wpół do szóstej uczniowie zbierali swoje lusterka senne i szli do jadalni na śniadanie. Pół godziny później Mateusz dzwonił na apel i wszyscy biegli do gabinetu pana Kleksa, który czekał już na nich i odbierał senne lusterka, w których odbijały się sny chłopców. Potem pan Kleks uważnie oglądał to, co śniło się jego podopiecznym i zostawiał te sny, które mu się spodobały. Wybrane sny następnie zbierał za pomocą sennego kwasu do miseczki, suszył je i z otrzymanej masy wytłaczał pastylki, dzięki którym chłopcy mieli coraz piękniejsze sny.

Lekcje rozpoczynały się o godzinie siódmej. Chłopcy uczyli się pilnie i chętnie wyłącznie rzeczy, które były ciekawe i zabawne. Na lekcji kleksografii uczyli się jak powinni obchodzić się z atramentem i dopisywali rozmaite historyjki do powstałych z kleksów obrazków. Potem odbywała się lekcja przędzenia liter, na której chłopcy rozplątywali litery i łączyli je w długie nitki, a następnie nawijali je na szpulki. Nitki te umożliwiały czytanie książek za pomocą palców. Po lekcji przędzenia liter pan Kleks zabrał uczniów na drugie piętro i otworzył jeden z zamkniętych pokojów.

Mieścił się tam szpital chorych sprzętów. Odbyły się zajęcia podczas których pan Kleks leczył sprzęty, a chłopcy przyglądali się jego zabiegom z uwagą. W chwili, kiedy mieli opuścić salę, okazało się, że pan Kleks zgubił swoją ulubioną złotą wykałaczkę. Wszyscy rozpoczęli poszukiwania, lecz nie zdołali znaleźć zguby. Do poszukiwań przyłączyły się również chore sprzęty i dopiero one wskazały, że wykałaczka tkwiła w fałdach firanki.

Po południu pan Kleks polował na motyle i jadł drugie śniadanie, a chłopcy udawali się nad staw bądź na boisko, gdzie odbywała się lekcja na świeżym powietrzu. Tym razem Mateusz wytoczył na boisko dużą piłkę, zrobioną z globusa i rozpoczęła się lekcja geografii. Każdy uczeń, który uderzył piłkę nogą, musiał równocześnie wymieniać nazwy miast, rzek lub gór, w które trafił czubkiem buta. Tego dnia jeden z Aleksandrów kopnął globus tak mocno, że piłka przeleciała przez mur i wpadła do jednej z bajek.

Po chwili chłopcy ujrzeli Królewnę Śnieżkę, zbliżającą się do nich, a za nią szło dwunastu krasnoludków, niosąc globus. Uczniowie podbiegli do niespodziewanych gości, a Śnieżka poprosiła, aby nauczyli krasnoludków geografii. Nagle królewna i krasnoludki zaczęli topnieć i zamienili się w wąski strumyczek, który popłynął w stronę furtki, wiodącej do ich bajki. W tym samym momencie rozległ się dźwięk dzwonka, wzywający chłopców na obiad.

5. Kuchnia pana Kleksa

W Akademii chłopcy musieli sami wykonywać niezbędne czynności i pan Kleks każdemu z nich przydzielił określoną funkcję. Sam natomiast zajmował się przygotowaniem posiłków. Wstęp do kuchni był surowo zabroniony dla uczniów do dnia, w którym pan Kleks wyznaczył Adasia na swojego pomocnika. Chłopcy pobiegli do jadalni, a Niezgódka udał się do kuchni.

Pan Kleks, ubrany w biały fartuch, zabrał się do przyrządzania potraw. Najpierw wrzucił do rondla pomarańczowe szkiełka, dodał garść białego proszku, dolał wody i namalował pędzlem zielone grochy. Dorzucił kilka płomyków świec i kiedy woda w garnku zawrzała, przelał ją do wazy i poprosił, aby Adaś zaniósł ją do jadalni. Potem zaczął piec pieczeń. Do brytfanny włożył kawałek mięsa, posypał go proszkiem i powiększył pompką. Po chwili naczynie wypełniło się smakowitą pieczenią wołową, obłożoną buraczkami i tłuczonymi ziemniakami.

Na deser pan Kleks przyrządził kompot z agrestu, lecz uznał, że nie jest smakowity i przemalował go na malinowy. Po przygotowaniu obiadu pan Kleks przechodził do jadalni i polewał pieczeń specjalnym sosem, który działał wzmacniająco na dziąsła. Po posiłku uczniowie wypełniali powierzone im obowiązki, a pan Kleks i Adaś zasiadali do jedzenia. Mężczyzna najpierw przyrządzał ulubioną potrawę swego pomocnika, a sam zjadał kilka pigułek na porost włosów. Na deser jadał kolorowe danie. Wyjaśnił chłopcu, że przed laty przebywał w Pekinie i zaprzyjaźnił się z doktorem Paj-Chi-Wo, który nauczył go wyrabiać jadalne farby. To właśnie medyk nauczył go wszystkiego, co potrafi i zdradził mu wiele tajemnic.

Po obiedzie chłopcy szli do parku, gdzie pan Kleks wymyślał dla nich rozmaite zabawy. Tego dnia bawili się w poszukiwaczy skarbów. Wszyscy uczniowie rozbiegli się po parku. Adaś zaproponował Arturowi, aby wspólnie wyruszyli na wyprawę. Po naradzie zabrali latarki, sznury, ostry nóż i garść kolorowych szkiełek, i tak zaopatrzeni udali się w stronę wschodniej części parku.

Po jakimś czasie dotarli pod rozłożysty dąb i ponad głowami dostrzegli szeroką dziuplę, która bardzo ich zaintrygowała. Wspięli się na drzewo i znaleźli się w dziupli. Zdumieni, ujrzeli schodki, prowadzące na dół. W ciszy zeszli po schodach i dotarli do ogromnej groty, pośrodku której stały trzy żelazne skrzynie.

Adaś otworzył pierwszą z nich i ujrzał maleńką żabkę ze złotą koroną na głowie. Żabka wyjaśniła, że przez pomyłkę zabłądzili do sąsiedniej bajki o Królewnie Żabce, która nie ma końca. Poprosiła, aby zostawili ją w spokoju, a będą mogli zabrać to, co zawierają dwie pozostałe skrzynie. Chłopcy ukłonili się grzecznie i zamknęli wieko. W drugiej skrzyni odnaleźli złoty gwizdek, a w trzeciej złoty kluczyk. Adaś zaśmiał się, nieco rozczarowany znaleziskiem i zagwizdał na gwizdku. Wówczas jakaś siła uniosła ich w górę i zanim zdążyli się zorientować, stali przed dębem.

Zachwyceni przygodą pobiegli nad staw, gdzie zastali pana Kleksa i kolegów, którzy również wrócili z poszukiwań. Obok leżały różne znalezione przedmioty. Adaś i Artur pokazali swoje skarby. Pan Kleks przyjrzał im się w skupieniu i odparł, że kluczyk otwiera wszystkie drzwi, a gwizdek przenosi w to miejsce, w którym chce się przebywać. Uznał, że chłopcy spisali się najlepiej ze wszystkich i nagrodził ich dużymi piegami, które przykleił na ich nosach. Potem pan Kleks poprosił Adasia, aby opowiedział o swojej przygodzie, którą przeżył podczas latania.

6. Moja wielka przygoda

Tamtego dnia Adaś, który zawsze sądził, że latanie jest rzeczą niezwykle łatwą, nabrał powietrza w płuca i poczuł dziwną lekkość. Wydał policzki i zaczął wznosić się w górę. Budynek Akademii pana Kleksa oddalał się i zmniejszał coraz bardziej, a Adaś leciał coraz wyżej. Dopiero w powietrzu uświadomił sobie, że nie wie, jak pokierować swoim lotem. Zawisł więc w powietrzu, a wiatr unosił go w nieznanym kierunku. Po jakimś czasie ujrzał pod sobą miasto, w którym domki stały obok siebie niczym pudełka od zapałek, a ludzie byli wielkości mrówek. Jego lot trwał i powoli zapadł zmierzch. Adaś poczuł trwogę i wyczerpany płaczem, zapadł w sen.

Nagle przebudziło go silne uderzenie w plecy. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą mur z niebieskiego szkła. Okazało się, że stał na ziemi, lecz była ona przezroczysta i błękitna jak niebo. Ruszył wzdłuż muru i po paru minutach znalazł bramę. Nieśmiało zapukał. Wówczas w jedno z okienek otworzyło się i ukazał się w nim groźny buldog, który warknął i zniknął. Po chwili okienko otworzyło się ponownie i Adaś zobaczył łeb białego pudla, który zaszczekał przyjaźnie. Chłopiec zagwizdał i w oddali usłyszał znajome szczekanie. W okienku pojawił się Reks, ulubiony mops Adasia.

Brama otworzyła się na oścież i Adaś ujrzał niezwykły widok. Po obu stronach szerokiej ulicy stały psie budy, otoczone ślicznymi ogródkami. Wszędzie spacerowały psy, poszczekując wesoło i merdając ogonami. Chłopiec zapragnął upodobnić się do nich i zaczął chodzić na czworakach, naśladując psią mowę. Nagle usłyszał głos Reksa. Psiak wyjaśnił mu, że każdy, kto zjawia się w ich mieście, zaczyna rozumieć psią mowę. Potem dodał, że Adaś trafił do psiego raju, do którego dostają się wszystkie psy po śmierci. Ludzki raj znajdował się znacznie wyżej i ludzie często odwiedzali w drodze do niego psi raj. Reks opowiedział, że kilka miesięcy wcześniej wpadł pod koła samochodu i nie przeżył wypadku.

Później przedstawił chłopcu swoich przyjaciół i oprowadził go po mieście. Adaś z podziwem obejrzał Plac Doktora Dolittle, na którym stał pomnik weterynarza zrobiony z czekolady. Wokół niego zebrało się mnóstwo psów, które zjadały czekoladę. Chłopiec przyłączył się do nich, odgryzając część buta posągu. Następnie wraz z Reksem udał się do jego pałacu na szklankę mleka. W ogródku za domkiem rosły krzaki serdelkowe i kiełbasiane. Rozsiedli się w salonie, pijąc mleko o smaku lodów śmietankowych, po czym ruszyli w dalszą drogę. Zbliżyli się do ulicy Dręczycieli i Adaś ujrzał niezwykły widok.

Po obu jej stronach na postumentach stali chłopcy w różnym wieku i każdy z nich wyznawał winy, których dopuścił się względem własnego psa. Reks wyjaśnił, że chłopcy dostają się tu podczas snu, a po przebudzeniu są przekonani, że wszystko im się śniło i nigdy więcej nie dręczą swoich psiaków.

Przez resztę dnia Adaś zwiedzał psi raj, poznając różne ciekawe miejsca. Potem wrócili do domu Reksa i zaczęli rozmawiać o pośmiertnym życiu psów. Chłopiec czuł się dobrze w tym miejscu, lecz po jakimś czasie zaczął się nudzić. Z rozpaczą myślał, że już nigdy nie zobaczy Akademii pana Kleksa i będzie musiał na zawsze zostać w psim raju. Pewnego dnia, kiedy wygrzewał się na słońcu w ogrodzie, usłyszał nad sobą znajomy głos i z radością ujrzał Mateusza. Szpak podał mu kopertę z listem od pana Kleksa, w którym mężczyzna pouczał go jak ma pokierować swym lotem. Adaś pożegnał się z psami, dziękując im za gościnę i kierując się wskazówkami pana Kleksa dotarł do Akademii. Okazało się, że nie było go na ziemi dwanaście dni.

7. Fabryka dziur i dziurek

Pewnego dnia o godzinie czwartej pan Kleks zebrał swoich uczniów i zaprowadził ich do najciekawszej fabryki na świecie. Kierownikiem fabryki był inżynier Kopeć, przyjaciel pana Kleksa, który obiecał oprowadzić chłopców po wszystkich halach. Fabryka mieściła się za ostatnim przystankiem tramwajowym i prowadziły do niej ruchome chodniki. Na powitanie uczniów wyszedł inżynier Kopeć i serdecznie objął pana Kleksa. Potem poprosił chłopców, aby niczego nie dotykali i wszyscy ruszyli do fabryki dziur i dziurek. Fabryka składała się z dwunastu olbrzymich gmachów o przezroczystych murach i szklanych dachach.

W pierwszej hali stały maszyny, przy których pracowali robotnicy, ubrani w skórzane fartuchy i hełmy o czarnych szkłach. Były tu wyrabiane dziurki od kluczy, dziurki w nosie i w uszach oraz mniejsze dziurki różnego typu. Pan Kleks podszedł do jednego z wagoników, na których leżały gotowe dziurki i wymienił swoje zużyte dziurki w nosie na nowe.

W następnych halach produkowano dziury i dziurki większych rozmiarów, między innymi dziury w łokciach, dziury w moście a nawet dziury w niebie. W jednym z budynków znajdowała się sortownia, w której doświadczeni pracownicy zajmowali się pomiarami i sprawdzaniem gotowych dziur. W ostatnim mieściła się pakownia, gdzie wyspecjalizowane robotnice pakowały dziury i dziurki do skrzynek. Inżynier Kopeć podarował chłopcom dwie skrzynie dziurek do obwarzanków, z których pan Kleks po powrocie do Akademii upiekł przepyszne ciastka.

Późnym wieczorem chłopcy wrócili do szkoły, gdzie czekała na nich przykra niespodzianka. Okazało się, że wszystkie pomieszczenia Akademii opanowane zostały przez muchy. Uciążliwe owady unosiły się w powietrzu i obsiadały wszystkie przedmioty, a na widok ludzi rzuciły się na nich. Nic nie było w stanie ich przepędzić, były coraz bardziej natarczywe i leciały w bojowym szyku. Pan Kleks po długiej walce z muchami opadł z sił i zawisł w powietrzu. Wówczas rój much obsiadł go tak bardzo, że nie było go widać spoza owadów. Wreszcie pan Kleks stracił cierpliwość i przyniósł z parku pająka krzyżaka, którego powiększył za pomocą pompki. Potem umieścił go na suficie i niebawem pająk uplótł ogromną pajęczynę, w którą zaczęły wpadać muchy. Po jakimś czasie jednak działanie pompki powiększającej ustało i pająk wrócił do swych rozmiarów, a muchy w ciągu paru sekund rozszarpały go na strzępy.

Pan Kleks oznajmił chłopcom, że właśnie wymyślił nowy rodzaj muchołapek, które uwolnią Akademię od plagi much. Rozrobił w miednicy klej z mydłem i za pomocą szklanej rurki zaczął wypuszczać olbrzymie bańki mydlane, do których przyklejały się owady. Po godzinie w szkole nie było ani jednej muchy i wszyscy odetchnęli z ulgą. Wtedy zaskoczeni chłopcy ujrzeli fryzjera Filipa, który spał na kanapie w gabinecie pana Kleksa. Pan Kleks obudził niespodziewanego gościa i zamknął drzwi pokoju. Po pewnym czasie golarz opuścił gabinet, głośno oznajmiając, że pan Kleks ma poszukać dla siebie innego fryzjera. Potem dodał, że przyprowadzi kogoś w przyszłym tygodniu i opuścił Akademię, trzaskając drzwiami. Po chwili chłopcy usłyszeli jego śmiech, dobiegający od strony parku.

 

Pan Kleks znów się skurczył i wyjaśnił chłopcom, że spodziewał się takiego zakończenia swojej bajki. Potem dodał, że na tabliczkach była spisana cała wiedza, jaką przekazał mu doktor Paj-Chi-Wo. Teraz, kiedy zostały zniszczone, utracił wszystkie swoje umiejętności. Nieoczekiwanie zjawił się fryzjer Filip i ze złością oświadczył, że zabiera swoich synów do domu. Kiedy dostrzegł walizkę z rozkręconą lalką, z wściekłością spojrzał na pana Kleksa, zarzucając mu, że nie dotrzymał umowy. Wykrzyczał, że oddał cały majątek, aby mężczyzna mógł stworzyć Akademię i poprzysiągł zemstę. Wyciągnął brzytwę i zaczął ścinać płomyki świec palących się na choince. Zapadła ciemność i Adaś Niezgódka wybiegł na dziedziniec. W tej samej chwili dostrzegł Anastazego, który zgodnie z poleceniem pana Kleksa otworzył bramę. Wszyscy w ciszy zaczęli opuszczać Akademię.

 

12. Pożegnanie z bajką

Przestraszony Adaś usiadł na ławce i zaczął wpatrywać się w gmach szkoły, który kurczył się coraz bardziej. W pewnej chwili wyszedł z niego pan Kleks i zbliżył się do chłopca. Adaś poczuł ogarniającą go senność i zamknął oczy. Kiedy je otworzył, znajdował się w pokoju, a budynek szkoły zamienił się w klatkę, w której siedział Mateusz. Rozejrzał się po pomieszczeniu i dostrzegł półkę z książkami, wśród których znajdowały się różne bajki. U swych stóp zauważył pana Kleksa, który miał wielkość palca. Mężczyzna pożegnał się z nim, życząc powodzenia i zaczął się zmniejszać jeszcze bardziej. Po paru sekundach stał się guzikiem.

W tym samym momencie z klatki wyfrunął Mateusz i chwycił guzik. Potem zaczął się powiększać, aż stał się wytwornym, starszym panem o włosach lekko przyprószonych siwizną. Adaś ukłonił się przed nim, witając go jak księcia. Mateusz zaśmiał się serdecznie, wyjaśniając, że nie jest księciem, lecz autorem historii o panu Kleksie, którą opowiedział chłopcu, a ten uwierzył w jej prawdziwość. Po tych słowach ujął książkę, leżącą na stole i odstawił ją na półkę. Na jej grzbiecie widniał napis: „Akademia pana Kleksa”.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x