Wkuwam

Czerwony mak – opowiadanie

Powietrze było gorące i suche. Od wielu dni nie padał deszcz, a na niebie brakowało chmur, które na chwilę mogłyby złagodzić wszechobecny upał. Wszystkie zwierzęta szukały schronienia przed morderczymi promieniami. Dni stawały się senne, długie i nie do wytrzymania.
Jedna z ostatnich lekcji była dla wszystkich udręką, która przeradzała się w torturę. Nauczyciel nie zgodził się, aby wyjść na świeże powietrze. Nie chciał stracić cennego czasu i mimo że większość nauczycieli dała sobie spokój z nauką, on uporczywie opowiadał o Aleksym Drugim, Napoleonie, bolszewikach i nazistach. Nikt go już nie słuchał i każdy myślał tylko o dzwonku. Młoda dziewczyna z długimi, ciemnymi włosami wyjrzała za okno. Głowę podparła na dłoni i westchnęła obserwując zielone liście drzew leniwie kołyszące się na wietrze. Zamknęła oczy.
– Nie przeszkadzam ci, młoda damo? Może nie interesuje cię moja lekcja? – spytał lekko poirytowany nauczyciel.
– Z całym szacunkiem panie profesorze, ale naprawdę ostatnią rzeczą, która teraz przykuwa moją uwagę, jest pański usypiający głos – odpowiedziała, powoli obracając głowę w stronę belfra. Jego oczy z niedowierzaniem wpatrywały się w jej delikatną twarz. Rozejrzał się po klasie. Wszyscy wyglądali na skrajnie znudzonych i wyczerpanych historią. Zmarszczył brwi, otworzył dziennik i sprawdził listę obecności. Nie brakowało nikogo. Wszyscy wiedzieli, że historyk w ich szkole jest bardzo mściwy, nikt nie chciał mu podpaść.
– W takim razie, możecie iść – powiedział zrezygnowany. Wszyscy zaczęli się pakować i w klasie zapanował szum i lekki harmider. Ona wychodziła ostania. Jej zielone oczy spotkały się raz jeszcze z oczami nauczyciela. W ułamku sekundy, który złączył ich wzrok, zobaczyła potężny ciężar nauczyciela. W mgnieniu oka zrozumiała, jaka ta praca jest trudna i jak często niewdzięczna. Żal, smutek, roztargnienie. Poczuła w sowim sercu ukłucie. Zatrzymała się w wejściu, spuściła głowę, ale już nie mogła się obrócić. Wydobyła z siebie tylko ciche „Przepraszam” i odeszła.
Gorące powietrze zatkało jej nozdrza. Wzięła głęboki wdech i ruszyła w stronę domu. Mieszkała niedaleko, ledwie kilka przecznic od szkoły. Nie spieszyła się, nie miała takiej potrzeby. Szkoła już się w zasadzie skończyła, nazajutrz miało się odbyć zakończenie.
– Zaczekaj! – machinalnie się odwróciła. Wołał ją znajomy z klasy. Nie rozmawiała z min dużo, mało się znali.
– To było niesamowite! Pokazałaś mu prawdę.
– Nie, to nie było miłe – ruszyła dalej, ale on nie odpuszczał
– Dlaczego tak uważasz, dzięki temu idziemy teraz do domu – zrównał się z nią i patrzył, jak jej kasztanowe, ciemne włosy falują na wietrze. Skręcili do lasu, tu było nieco przyjemniej. Rozmawiali o różnych rzeczach. On opowiadał o swoich przygodach na wsi, jak jedzie pomóc swojej babci, ona słuchała, śmiała się i opowiadała, jak lubi przechadzać się po lesie. Dotarli na łąkę, zupełnie przypadkowo. Mieli widok na okolicę, bo łąka była na szczycie wzniesienia. Usiedli obok siebie i razem zaczęli chłonąć piękno letniego popołudnia. Oparła głowę na kolanach, spojrzała na niego i nigdy wcześniej nie czuła, że właśnie on może być jej bliższy. Uśmiechnęła się, wstała. Jej jasna sukienka opadła do kostek. Zrobiła kilka kroków po czym kucnęła i zerwała kwiat maku.
– Zawsze lubiłam czerwone maki, wiesz? – powiedziała do niego. Wstał, podszedł do niej, wziął od niej mak i delikatnie włożył go za jej prawe ucho.
– Od dzisiaj będziesz się nazywać Czerwony Mak… – powiedział, przesunął rękę na jej szyję i spojrzał jej w oczy. Ich usta się do siebie zbliżyły, oboje zamknęli oczy.