Wypracowania, konspekty, streszczenia i pomoc szkolna.

Ponad 100 tysięcy materiałów dla szkoły podstawowej, średniej oraz z zakresu studiów.

Filozofia „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego

„Ludzie bezdomni” zostali ukazani światu w dobie Młodej Polski. O ostatecznej wersji książki zadecydowało wiele czynników, przy czym godne wspomnienia wydają się trzy spośród nich. Są nimi: tło historyczne (dla Polski były to szczególnie dążenie niepodległościowe wymagające działań, zamiast bierności i czarnowidztwa), światopoglądy samego Autora (uznawanego za Człowieka-Instytucję, prowokującego wiele kontrowersyjnych dyskusji), tendencje epoki (z tą że należy wiązać osoby filozofów: A. Schopenhauera i F. Nietzschego, jak również pojęcia: modernizmu, dekadentyzmu, neoromantyzmu, czy pro marksizmu.)

Był to czas przykładania większej uwagi do indywidualności, zdolności i wielkości jednostki, co
w sposób zrozumiały nawiązywało do romantyzmu. Niezadowolenie z minionej epoki pozytywizmu postępowało, wraz z konfliktem pokoleń. Krytyka haseł typu „praca u podstaw; praca organiczna” była dziełem osób podobnych dekadentom oraz zwolenników Schopenhaurowej filozofii. Dlaczego krytyka? Ponieważ owe slogany rzadko udawało się wdrożyć w życie, zatem sam fakt propagowania podobnych idei mógł mierzić i zniechęcać co mniej cierpliwych. Chociaż wspomniany wcześniej wydźwięk realistyczno – pesymistyczny był właściwy omawianej epoce, jednak nie stanowił on jej jedynego oblicza.

Wskazówka do odkrycia filozofii „Ludzi bezdomnych” została przemyślnie umiejscowiona jeszcze
w tytule. Dzięki analizie i interpretacji tegoż można usiłować uwolnienia z chaosu epoki. Dlatego zajmijmy się znaczeniem dosłownym i metaforycznym utworu.

Pierwszy objawiał się dość nieprzewidywalnie, jak na apokaliptyczne przeczucia związane z końcem wieku. Zamiast zniechęcenia i prób wyzwolenia od wszelkich pragnień (jak sugerował Schopenhauer), doszło do skutku zjawisko „zjednoczenia”. Zamiast „osłabienia” – lub buntu osoby wobec ogółu – „bezdomność” przybliżyła główne postaci utworu do licznej rzeszy przedstawionych w powieści biedaków. „Bezdomność” w tym wypadku oznaczała wegetowanie w trudnych warunkach materialnych, w biedzie, braku pracy i perspektyw. „Bezdomność” mogła też być motywowana głęboko zakorzenionym obowiązkom moralnym, czyli poczuciom bliższym pozytywizmowi, czy pre – marksizmowi, niż dekadentyzmowi. (Pozytywnym postaciom utworu nieobojętny był los mieszkańców paryskiego przytułku, nędzarzy z ulicy Ciepłej w Warszawie, górników z nor zagłębinowskich, mieszkańców Cisów, etc.)

W drugim znaczeniu można doszukiwać się ukrytego przesłania. „Bezdomność” w tej sytuacji mogła oznaczać brak stałego miejsca na ziemi, stabilizacji. Poczucie osamotnienia w idealistycznych dążeniach mieszało się z kpiną warstwy inteligenckiej, cierpiącej na przesyt społecznikami i ich propagandowymi hasłami. Wyobcowanie wzmagało manifesty niezgody wobec reguł rządzących światem. Wybuchowa mieszanka realizmu z emocjonalnością, pesymistycznych wizji końca czasów przy jednoczesnym, ostatnim, spóźnionym tchnieniu pozytywizmu… Dla Polski: wciąż „krwawiąca rana” po zaprzepaszczeniu Powstania Styczniowego i wiele, wiele innych… Wszystko to, przytłaczające w ilości oraz gęstości kontrastów, słusznie nasuwa kolejne skojarzenia z romantyzmem. Tytułowa „bezdomność” może być odczytywana również, jako nieustająca rozterka wewnętrzna. Mnogość pojęć, celów, wartości, a przy tym niejasność i porywy entuzjazmu przeplatane niepewnością jutra lub poczuciem wykonywania Syzyfowych prac… Wszystko
to przesycało postacie z utworu Żeromskiego. Ich poglądy były różne, co pozwalało przedstawić mini-rzeczywistość, z silnym akcentem na współistniejące się nurty filozoficzne oraz ukazanie konsekwencji pewnych czynów. Metaforyczna „bezdomność” mogła być, zatem, buntem egzystencjonalnym, niemym „nie” wobec tego co było lub co zostało narzucone.

Snując tyle przypuszczeń można popaść w pułapkę. Bowiem bunt, w odniesieniu do filozofii Nietzschego, mógłby być również przejawem mniemania o sobie, jako o kimś lepszym. Mając przed sobą wizję przynależenia do licznej grupy „niewolników” lub wybranej „rasy panów”, człowiek prędzej przyznałby przed sobą, iż jest nadczłowiekiem i nic nie powinno go ograniczać.

W takim razie należy zastanowić się nad miejscem pro marksizmu w utworze. Czy rzeczywiście można odnaleźć jego symptomy? Marksizm dotyczył utopi, socjalizmu i proletariatu, czyli najemnych robotników i chłopstwa pracującego. Tymczasem postać doktora Judyma, to wyobrażenie „człowieka z ludu”, pragnącego powszechnego szczęścia, szczególnie wśród pokrzywdzonych, niższych klas społecznych. (Sam Doktor wywodził się z rodziny patologicznej i stanowił wzór na to, jak dokonywać niemożliwego.)
Czy podobieństwo owej filozofii oraz żywota, postanowień i dążeń głównego bohatera, nie uderzają?
Nawet awans społeczny nie oddzielił Judyma od środowiska, z którego się wywodził. Czy usprawiedliwiało to jego decyzję o odrzuceniu stabilizacji w małżeństwie z ukochaną, to inna rzecz. Poświęcając się dla ogółu pozwolił aby coś w nim umarło. Jednocześnie nie zapobiegł cierpieniom Joasi, co nakazuje zastanowienie czy aby gdzieś w środku nie był próżny, egoistyczny, zamknięty, bezkompromisowy w dążeniach za swą ambicją. Ocena postępowania tej postaci nie powinna być jednoznaczna. Sam Judym zdawał sobie sprawę, iż każda z jego decyzji może przynieść poważne konsekwencje. Rozdarcie wewnętrzne, załamania
po niepowodzeniach, czy ucieczka z Cisów, a zatem walka nie do końca – potwierdzają jego romantyczność, oddalając tym samym od podstaw marksistowskich lecz nie zaprzeczają i tej skłonności. Pierwiastek Prometejski jest jego przekleństwem, szczególnie iż nie potrafił pogodzić idei z realiami. Marksizm powinien nastawić go rewolucyjnie, przekonać do unicestwienia podziałów klasowych, a przecież – mimo wszystko – niewielka była o tym mowa, w utworze. Wg. Marksa dialektyczne prawo przemian społecznych byłoby możliwe dzięki walkom klas: posiadaczy i pracujących. „Cicha wojna” antagonistów miałaby się zakończyć wielkim „wybuchem”, z którego wyniknęłaby najlepsze rozwiązanie. W bezklasowym społeczeństwie wszystko miałoby być ogólną własnością całego społeczeństwa, czyli tak naprawdę nikogo. Niedługo potem narodziłby się znany dziś komunizm i stalinizm, z ich przykrym wkładem w historię ludzkości. Jednak, zanim to nastąpiło, istniały szczere idee, chęci pomocy ubogim i zobligowanie zdolnych udzielić wsparcia do wykazania dobrej woli. Gdyby Judym pozostał tylko na tym etapie ufności i wiary w ludzkie możliwości, to kto wie jak potoczyłyby się jego losy.

Niestety, doktor Judym nie posiadał koniecznej charyzmy, ani urodzenia, o finansach już nie wspominając. W klasie inteligenckiej traktowano go nieco po macoszemu, nieco za nieszkodliwego, męczącego wariata. Wymagał za dużo, ażeby zyskać cokolwiek. Już sam w sobie był przestrogą dla innych. Przestrogą przed zaślepioną przesadą – prowadzącą do osamotnienia. Marksizm również wiele wymagał od ludzi, jednak – w przeciwieństwie do utworu „Ludzie bezdomni” – zabijał indywidualność. Wstrzymywanie rozwoju wewnętrznego nie było tym, za czym skłaniało dzieło Żeromskiego. Można pokusić się o daleko idące wnioski. Nieszczęśliwy los wybitnych jednostek, gotowych poświęcać się w służbie ideologii
i społeczeństwa, nie był klęską tych osób. To ogół ludzki, jako zimny, nieczuły i niegodnie przyjmujący podobne „dary z ludzi”, został – poniekąd – oprawcą. Przestrogą dla indywiduów mogłoby być bardziej obiektywne, cierpliwe i wyrozumiałe podejście do innych oraz życia w sensie ogólnym. W prawdzie powiedział Wieszcz (A. Mickiewicz): „mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił” ale czy miał on na myśli: „nie znaj granic i wymagaj od wszystkiego od wszystkich, nie tylko od siebie”? Zapewne nie.

Swoją drogą, nie mógł posiadać stałego miejsca w świecie ten, kto nieustannie z owym światem wojował, nie wyrażał na niego zgody. Co ciekawe, większość bohaterów „Ludzi bezdomnych” uznawało dom za coś istotnego, za „prywatne centrum świata”, za swoistą wartość w życiu człowieka. Sam Autor celowo zabiegał o wzbudzenie w Czytelniku tęsknoty za podobnym spokojem domowego ogniska. Czynił to
za pomocą turpistycznych, choć rzeczywistych opisów biedy, wyuzdania, upadku morali, nie-humanitaryzmu, beznadziei, etc. (Nie szczędził też symboli, o świadczy chociażby obraz rozdartej sosny.) Ostre akcenty łagodził liryzmem nowymi zdobyczami artystycznymi. Żeromski wykreował też wzory bojowników o prawdę moralną i postęp społeczny, co odcinało go od immoralizmu wedle Nietzschego. Należy pamiętać,
iż podstawowym tematem utworu była problematyka społeczna. Główni bohaterowie świadomie wybierali nie zakorzenienie lecz niepewny, tułaczy tryb życia. Rozterkę między altruizmem, a pragnieniem miłości
i zaspokajania części hedonistycznych potrzeb symbolizowała, wcześniej wspomniana, rozdarta sosna. Ukazana w tendencji impresjonistycznej, a zatem za pomocą chwilowego wrażenia, dodatkowo wzbogacała utwór o nowe przeżycia duchowe, artystyczne. Same opisy przyrody zwracały uwagę na jej rolę w życiu człowieka, który zdolny jest do odkrywania i przeżywania zarówno brzydoty, jak i piękna tego świata.

Tomasz Judym to postać interesująca ze względu na swą skomplikowaną naturę. Ponury, sprawiedliwy, tragiczny, ofiarny, podświadomie czujący iż będąc szczęśliwym, gdy inni cierpią, dopuszcza się zdrady na humaniźmie. W życiu napotykał na same trudności, podziwiał niedostępne bogactwa, przywileje, uroki (chociażby „szeleszczących sukien”). Duchowo mógł istnieć tylko poza tym, co go spotkało. Jednocześnie, nie zerwał więzi ze swoim rodzinnym, patologicznym środowiskiem. Jeżeli cierpiał nie niepewność tożsamości, to na pewno nie z powodu zaprzeczania temu, skąd przybył, ani dokąd dążył. Za swoje „środowisko rodzinne” czuł się odpowiedzialny, zobowiązany do zapłaty za swoje „oderwanie”
od tegoż. Był kimś na kształt maniaka powszechnego zadowolenia. Do tego wszystkiego dochodziły: szlachetność połączona z poczuciem winy, kompleksami, doświadczeniem osierocenia i szykan.

W Młodej Polsce Pisarz-Artysta miał być cudownym przykładem wyzwolonego tworu i twórcy zarazem. Judym mógłby stanowić dla niego alter ego. (A czyż Judymem nie mógłby się stać każdy, nawet Czytelnik „Ludzi bezdomnych”?) Poruszały go wszelkie objawy niesprawiedliwości. Żywił nadzieję na zmianę rzeczywistości dzięki pracy i poświęceniu, podobnie jak Joasię. Był marzycielem nie potrafiącym dokonać prawdziwej oceny sytuacji, stanowiska innych osób, ich ograniczeń charakterologicznych i słabości. Zbytni zapał stwarzał zagrożenie przedwczesnego „wypalenia” lub słomianej niekonsekwencji. Szukał widocznych, spektakularnych zmian. Wszystkim tym potwierdzał swą romantyczno-pozytywistyczną naturę. Wedle Schopenhauerowskich tez, jego życie było pasmem cierpień i klęsk. Kres temu miało dać wyzbycie się pragnień, na rzecz pół-istnienia i pół-śmierci. W filozofii staroindyjskiej taki stan, uznawany za doskonały, nazywał się nirwaną. Lecz czy to jej poszukiwanie wyrażało tego człowieka rozdartego między neoromantyzmem, pozytywizmem, a nowym tchnieniem, kierującym go w stronę marksistowskiego społecznika? Na ludzie – przedstawionym w różnych grupach społecznych – ale przede wszystkim na samym Judymie skupiała się filozofia „Ludzi bezdomnych”, stąd tak istotne jest rozważenie motywów postępowania oraz czynników motywujących lub de-motywujących. Jest to o tyle przekonujące założenie,
iż wskazuje drogę do poznania tej filozofii. Młody doktor nie szukał „sztucznego raju” w używkach, perwersyjnym seksie, czy tym podobnych, jak to mieli w zwyczaju niektórzy, wyzwoleni dekadenci. Zatem
nie był „szambem” wszystkich prądów swojej epoki. Ta pozytywnie odbierana postać nie promowała ślepego podążania za modą, czy oddawania się smutkom, złu, ciemnocie. Chociaż możliwe, iż poczuwał się do roli wybrańca, z misją, co ubogacałoby jego portret psychologiczny i czyniło bardziej autentycznym. Jednak za brakiem narcyzmu świadczy wiele jego czynów i słów, zwłaszcza głęboko emocjonalny stosunek do tego,
co robił. Nie krytykował pojęć takich, jak równość, wolność, sprawiedliwość, czy litość (co czynił Nietzsche). Nawet nie przejawiał zbytniej wrogości wobec opinii publicznej, którą za zakłamanie i stwarzane pozory wykpiwali młodzi moderniści. Judym pozostał „wolnym strzelcem”, ze swoim konfliktem wewnętrznym, brakiem stałej filozofii życiowej, za to na wpół obumarły – jak sosna – i na wpół zatopiony w sprawy całego świata, innych ludzi. Tych, którym tak gorliwie chciał ulżyć i pomóc.

Sam kult jednostki objawiał się w utworze Żeromskiego częstą narracją pierwszo – osobową
(np. pamiętnik Joasi), subiektywną. Oprócz pochwały wspólnej dla romantyzmu i pozytywizmu aktywności, dzieło zawierało też wiele aspektów zdecydowanie odcinających je od tego ostatniego. Można to uznać za obruszenie na pozytywistyczne błędy lub po prostu chęć zastosowania czegoś „nowego”. Zatracanie psychologicznej odkrywczości oraz zamknięcie w schematach konstrukcji fabularnych od początku nie było celem Żeromskiego. W sposób odważny zaprezentował on wizję świata, w którym żył, kładąc przy tym nacisk na pewne zachowania, ich brak oraz sformułowania zdań, słowa.

„Ludzie bezdomni” emanowali i emanują chaotyzmem i opisami uczuć. Romantyzm zdaje się polemizować z pozytywizmem, na każdej płaszczyźnie życia. Do głosu dochodzi też duch społeczny, podświadome pragnienie ludzkie, a i być może: zapowiedź marksizmu. Filozofia tej powieści,
to niebezpieczna mieszanka. Żeromski zachęca do jej obserwacji oraz do wyciągania wniosków. Być może zbytnio ufał w geniusz i empatię ludzką. Być może nie chciał za nadto pouczać, a jedynie wskazać możliwe drogi życia, jakimi są m.in. przewodnie nurty filozoficzne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *