Wypracowania, konspekty, streszczenia i pomoc szkolna.

Ponad 100 tysięcy materiałów dla szkoły podstawowej, średniej oraz z zakresu studiów.

Mowa pozornie zależna – ćwiczenie

Edward Antoni Ziembowicz, drobny rolnik spod Chełmowic, przysiadł na błotniku Ursusa. Spojrzał spod oka na rozciągające się przed nim wielkie pole ziemniaków. Błogi uśmiech pojawił się na jego twarzy, kiedy pomyślał, ile ton kartofli uda mu się w tym roku zebrać. Takiego urodzaju nie było chyba od dziesięciu lat! Ta myśl wprawiała go za każdym razem w dobry humor, toteż i teraz popadł w rozkoszną melancholię. Zapomniał już nawet o trudzie swojej pracy, o wielu godzinach spędzonych na polu, o litrach spalonego paliwa, za które przecież trzeba było dużo zapłacić, o pocie spływającym z czoła, o pracy własnych rąl… Myślał tylko o ziemniakach. Przed oczami wyobraźni obracały mu się dorodne kartofle, piękne, o symetrycznych kształtach. Ich brązowa, cienka skórka opinała samo jestestwo ziemniaka – smakowity miąższ… Wyobraził sobie nawet metalowy nóż, trochę zardzewiały – jego ulubiony, który dostał w spadku po babci Heli – najpierw obierający, a potem krojący ziemniaki na plasterki. I te piękne, żółciutkie talarki wychodzące spod noża…. Przez moment wydawało mu się nawet, że czuje ich zapach i zmrużył oczy ze szczęścia.
I właśnie kiedy tak trwał w zadumie, oddając się rozkoszom podziwiania wyimaginowanych ziemniaków, Zofia Ziembowicz wyszła na ganek i swym donośnym głosem krzyknęła w stronę męża: „Edek!!!! Nakarm no kury wreszcie!!!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *